piątek, 24 stycznia 2020

Stacja siódma


Jej ciemne oczy zalała fala przerażenia, a w ich odbiciu dostrzegłeś rozpryskujące się na grafitowym niebie fajerwerki. Momentalnie zwróciłeś głowę w ich kierunku i stanąłeś za brunetką, obejmując ją mocno w pasie i tuląc się do jej pleców. Jej słodki zapach nawiedzał twoje nozdrza, wprawiając cię w wyjątkowo przyjemny stan. Wsparłeś brodę na czubku jej głowy i podziwiałeś zjawisko mające miejsce na waszych oczach, czując jak ulga zalewa twoje ciało. To należące natomiast do Malwiny zaczęło drzeć, więc momentalnie zrzuciłeś z siebie marynarkę i zarzuciłeś ją na jej ramiona. Jej czekoladowe tęczówki przepełnione były wdzięcznością i wesołością oraz czymś pokroju strachu. Może nie postąpiłeś odpowiednio wyznając jej swoje uczucia w takim momencie, gdzie kończył się pewien etap waszej znajomości a rozpoczynał kolejny? Może ona pragnęła go rozpocząć bezproblemowo, a swoimi słowami zasiałeś bałagan w jej głowie.

-Bartek, posłuchaj.- zwróciła się ku tobie, a ty poluzowałeś uścisk, utkwiwszy spojrzenie w jej rozświetlonej przez uliczną latarnie twarzy. – Też cię kocham, a przynajmniej tak mi się wydaje, bo nigdy tego nie czułam. Jesteś pierwszą osobą, na którą tak dziwnie i emocjonalnie reaguje, ale…-tłumaczyła ci, gładząc zewnętrzną częścią dłoni twój policzek.

Zamrugałeś kilkukrotnie, słysząc słowa, których padnięcia z jej ust oczekiwałeś niemalże od samego początku. Pokręciłeś z niedowierzaniem głową, a twoje usta rozciągnęły się w promiennym, najszczerszym z możliwych uśmiechów jakimi dysponowałeś. Ten stan błogości jednak nie mógł trwać wiecznie. Zawsze musiało być jakieś “ale” i było i tym razem.


-Ale co?-uniosłeś pytająco brew, naciskając na te słowa.

-Boję się.- wypowiedziała drżącym głosem, a w jej oczach zabłysły łzy.

-Malwina, przecież wiesz, że nigdy bym cię nie skrzywdził. Znaczysz dla mnie zdecydowanie zbyt dużo, abym do tego doprowadził. Jesteś ważniejsza niż wszystko i wszyscy. Niż siatkówka.-mówiłeś cicho, podtrzymując dłońmi jej ramion i lekko nią potrząsając, aby przekaz twojej wypowiedzi do niej dotarł.

-Bartek, ale nie możesz mi kurwa obiecać, że mnie nie zranisz. Nie wiesz tego.-pokręciła głową, zagryzając wargi, aby tlące się w jej oczach słone łzy nie wydostały się na powierzchnie policzków.

-Właśnie, że do cholery wiem!- podniosłeś ton głosu.- Nie masz pojęcia ile na to czekałem. Ile się nacierpiałem i ile przeszedłem, aby usłyszeć od ciebie te dwa ważne słowa. Bałem się, że nigdy ich nie usłyszę. Dlatego teraz tego nie schrzanię, Malwi. Obiecuję ci to. –musnąłeś wargami jej czoło.

Na jej ustach błąkał się szczery, promienny uśmiech. Chwyciła cię za koszulę i przyciągnęła do siebie, nie zważając na stłuczone kieliszki, których odłamki znalazły się pod waszymi butami. Oplotła ramionami twoją szyję i przywarła ustami do twoich, siejąc spustoszenie w twoim organizmie, Bartoszu. Dreszcze przebiegły przez całe twoje ciało, a serce obijało się o klatkę piersiową w zdecydowanie zbyt szybkim tempie, lecz teraz na to nie zważałeś. Chłonąłeś ją. Twoją ukochaną, której wreszcie legalnie mogłeś posmakować. Czerpałeś z tej chwili najwięcej jak się dało, spijając z jej warg słodki posmak szampana, który odbierał ci racjonalne myślenie.

-Państwo Filipiak is coming in 2020 ludziska pyśiska! –zawrzeszczał Halaba, wymachując butelką szampana nad głową.

-Temu panu już wystarczy.- mruknął Kozub, który objął kolegę ramieniem i zaprowadził do środka.


***


Parsknęłaś głośnym śmiechem na słowa rozgrywającego gdańskiej drużyny i spoglądałaś jak nieśmiało Bartek splata ze sobą wasze dłonie. Przyjemnie było odczuwać ciepło jego skóry na swojej. Posłałaś mu ukradkowy uśmiech i pociągnęłaś za sobą do wnętrza klatki schodowej. Ta noc rozpoczęła nowy rok najcudowniej jak tylko to było możliwe. Otulona przez solidną woń perfum blondyna energicznie wywijałaś na prowizorycznym parkiecie, kątem oka podziwiając siatkarzy, którym powoli alkohol dawał się we znaki. Uspokajający dotąd towarzystwo Łukasz obracał sprawnie miotłę, spoglądając na nią uwodzicielsko, a Janusz to wszystko uwieczniał przy pomocy swojego telefonu. Roześmiana starałaś się zachować równowagę, lecz było to nie lada wyzwaniem w tej sytuacji. Huber, który dotarł do gdańskiej paczki nieco później chwycił w smukłą dłoń pilot od telewizora i oplatając ramieniem szyję gospodarza imprezy ruszył w twoim kierunku. Pokręciłaś z niedowierzaniem głową, tym samym odwodząc ową dwójkę od zamiarów, które zdążyłaś już przewidzieć. Nim jednak się zorientowałaś to środkowy podsuwał ci pod nos kawałek plastiku z diodą na czubku, a Paweł wcielał się w rolę kamerzysty.

-Pani Pawłowska-Filipiak jak się pani bawi na przezajebistej, przewykurwistej, prze jakieś tam jeszcze domówce życia?- znokałtował cię pytaniem Norbert, wprawiając cię w niepohamowanym chichot.

-Jest zażenowana, Norbercie.- odparł Bartek, wyręczuając cię w udzieleniu odpowiedzi z szerokim uśmiechem i widocznymi oznakami rozbawienia na twarzy.

-Ależ czemu to tak?! Co się panience nie podoba?! Alkohol, żarełko?! Proszę mówić otwarcie! Gospodarz czuwa, a nie tylko na parkiecie hula jak ten tutaj!- przyjmujący wskazał dłonią na swojego przyjaciela z Bełchatowa.

-Pawełku, to już ten czas, kiedy powinieneś się położyć, bo rymy wchodzą za mocno.-objął go ramieniem twój chłopak, przyglądając mu się z troską i pogodnym uśmiechem.

-A idź pan w chuj!-machnął na niego jedynie ręką Halaba.- Gospodarz kładzie się spać ostatni!

Zlekceważyłaś dalsze wymiany słowne przyjaciół i wyplotłaś się z objęć blondyna, krocząc w stronę stoiska z napojami. Wysoką szklanką uderzyłaś o tą należącą do twojej przyjaciółki, która tylko przewracała oczami, spoczywajac na kanapie i śledząc poczynania swojego ukochanego. Ty natomiast roześmiana pochłaniałaś kolejne ilości trunków w postaci kolorowych drinków i wdawałaś się w rozmowy z pozostałymi zawodnikami obecnymi na Sylwestrze oraz ich towarzyszkami. Jęknęłaś przeciągle, gdy z głośników zaczęła wydobywac się znajoma melodia utworu, którego prekazu nie rozumiałaś, a jeszcze bliższa rozpaczy byłaś, kiedy na scenie stworzonej ze stołu stanął właściciel mieszkania w towarzystwie swojego kumpla.

- …Rapapara! Miała ryja jak kopara! -wyli siatkarze do pilota od telewizora.

-On chciał się zakochać ze wszystkich sił, lecz ciągle widział ten wielki ryj…-dołączył się na trzeciego wstawiony Janikowski.

-Boże, młodego zgorszają nawet! Ja nie mam słów!- zawyłaś, uderzając się z otwartej dłoni w czoło.
Mimo wszystko jednak o ściany mieszkania obijał się twój głośny śmiech, który spotkał się z objawami rozbawienia u innych obecnych na imprezie. Po chwili równie mocno rozbawiona obserwowałaś układ taneczny przygotowany przez zawodników Gdańska w postaci zdarcia z siebie koszul i wywijania nimi do rytmów Ona by tak chciała, co było ciut lepszym doświadczeniem niż poprzednie występy wokalne. Tuż przed piątą rano dane ci było spoczywać w silnych ramionach atakującego, który okupywał z tobą pokój gościny. Wargami ocierał się o płatek twojego ucha, szepcząc ci do ucha niskim, pociągającym tonem głosu, lecz byłaś zbyt wyczerpana, aby odpowiedzieć na jego zaczepki i dosięgnąć z nim szczytu przyjemności podczas miłosnych uniesień. Po raz pierwszy od bardzo dawna zasnęłaś z błogim uśmiechem na ustach.

~*~
Hello! ^^
Troszkę mi zeszło, ale druga część  była ciężka do napisania, a chciałam coś śmiesznego wykombinować :D Mam nadzieję, że mi się udało Was rozbawić ;3 Bartek i Malwinka zostali oficjalnie parą, a towarzystwo świętuje ^^ Zobaczymy ile potrwa ta sielanka, bo trochę planów na nich mam  ;) Całuję i do zobaczenia mam nadzieje za tydzień ;*

niedziela, 12 stycznia 2020

Stacja szósta


Cytrusowa woń jej szamponu przyjemnie otulała twoje nozdrza, gdy twoja twarz tonęła w burzy jej gęstych, ciemnych włosów rozsypanych na poduszce. Obejmowałeś ją mocno za brzuch i chłonąłeś ciepło jej ciała, o którym marzyłeś każdej nocy we własnym łóżku pośród plątaniny myśli. Delikatnie otworzyłeś oczy i zmierzyłeś się z natarczywymi promieniami słońca, które przedzierało się przez niezasłonięte okno. Po chwili jednak oswoiłeś się z panującym w pomieszczeniu oświetleniem i opuszkami palców sunąłeś po jej bladym policzku, uśmiechając się pod nosem. Tak cholernie ci jej brakowało w takim niewinnym, bezbronnym obliczu, w którym była dla ciebie najpiękniejsza. Naturalną urodą deklasowała każdą kobietę napotkaną na twojej drodze. Łaknąłeś, aby się obudziła, aby w końcu usłyszała od ciebie prawdę. Chciałeś żyć chwilą, dać się jej ponieść, nie kalkulować. Być może zostaniesz wyrzucony z tego łóżka, co więcej domu, ale będziesz posiadał czyste sumienie. Wtem do twoich uszu dotarło skrzypnięcie drzwi. Zmarszczyłeś brwi zdezorientowany i zdziwiony zarazem, bowiem byłeś święcie przekonany, że w tym budynku przebywa jedynie wasza dwójka, lecz widocznie to musiało ulec zmianie, kiedy byliście zbyt zajęci sobą. Twoje błękitne tęczówki napotkały na drodze swojego wzroku starszego mężczyznę z niezbyt przyjaznym wyrazem twarzy oraz skrywającą się za nim kobietę.

-W tej chwili wynoś się z mojego domu!-warknął, gromiąc cię rozwścieczonym wzrokiem.

-Ale proszę pana to nie tak…-wyskoczyłeś z łóżka odziany jedynie w bokserki.

-W tym momencie właśnie się pogrążyłeś młodzieńcu.- pokręcił z niedowierzaniem głową nad twoja postawą.-Nikt nie będzie mojej córki traktował jak dziwki!

-Tato!-zerknąłeś przez ramie na przebudzająca się brunetkę-To wcale nie tak jak myślisz!-uniosła się.

-Ubrania porozrzucane po całym domu mówią coś innego. Dziecko, nie wtrącaj się! Chcę dla ciebie dobrze!

Prychnąłeś pod nosem na słowa ojca dziewczyny i pośpiesznie zebrałeś swoje rzeczy uprzednio je na siebie zakładając. Zająłeś miejsce na fotelu kierowcy w swoim samochodzie i wściekły na samego siebie uderzyłeś otwartą dłonią w kierownice. Byłeś o krok od wyznania jej swoich uczuć, od ułożenia waszej skomplikowanej relacji, ale jak zawsze los nie był dla ciebie łaskawy po raz kolejny. Mogłeś być bardziej rozważny. Nie wparowywać bez zapowiedzi do jej rodzinnego domu, a tak sprowadziłeś na nią jedynie kłopoty. Pośpiesznie odpaliłeś samochód i ruszyłeś z pod domu Malwiny z piskiem opon. Po ochłonięciu sięgnąłeś po telefon i nastawiłeś na tryb głośnomówiący, oczekując na zaakceptowanie próby kontaktu przez płocczanina.

-Bartuś! I jak?! Poruchane?!-ekscytował się przyjmujący, piszcząc do telefonu.

-Tak, masz racje. Przespaliśmy się ze sobą. Zadowolony?-mruknąłeś z przekąsem.

-Hej, czemu masz taki wykurwiście zły humor?-wyczułeś wyraźne zdezorientowanie w głosie przyjaciela.

-Hm…Może dlatego, że jej starzy wpakowali nam się do pokoju i nakryli razem, w tym mnie bez ubrań w samych bokserkach? Oczywiście uprzednio zobaczyli je w salonie.–twój głos ociekał sarkazmem.

-Osz kurna! Grubo Filipiak! Tobie coś poradzić to weźmiesz za bardzo do siebie i od razu jakieś cyrki się dzieją! Mówiłem tylko byście dali wodzę fantazji, dzikości, pragnieniu, mnożeniu rodu, a nie zostawiali za sobą szlaki do rozkoszy, kretynie! Po chuj się tym dzielić z jej rodzicami?!-wydzierał się Halaba, a ty jedynie przewróciłeś oczami na jego teatralny popis.


***


Odblokowałeś wyświetlacz swojego telefonu i uśmiechnąłeś się nikle pod nosem, sunąc błękitnymi tęczówkami po roześmianej twarzy brunetki. Owinięta migoczącymi lampkami pośród Halaby i Klaudii wyglądała jak istny promyk słońca, oślepiała swoim blaskiem, a przede wszystkim urokiem. Ten Sylwester miał wyglądać inaczej. To z nią miałeś zamykać bieżący rok i otwierać nowy. Twoim marzeniem było oglądać przy jej boku rozpryskujące się na grafitowym niebie fajerwerki i tulić ją w swoich ramionach. Pragnąłeś po prostu rozpocząć nowy etap w życiu szczęśliwie przy niej. Schowałeś telefon do kieszeni czarnych dresów i pokręciłeś z niedowierzaniem głową nad brunetem, który spoglądał ci przez ramie i obserwował twoje wgapianie się w twarz Pawłowskiej. Ten jedynie zaprezentował ci swoje śnieżnobiałe uzębienie i pociągnął za sklepowy wózek, dając ci tym sygnał, abyś skupił się na zakupach. Wywróciłeś jedynie oczami i podążałeś za nim zrezygnowany, snując refleksje na temat dzisiejszego wieczoru i wydarzeń jakie będą mieć tam miejsce. Pośpiesznie zostałeś jednak z nich wyrwany, bowiem przyjmujący staranował stanowisko z napojami na przecenie, tworząc przy tym głośny huk, który rozniósł się echem po obiekcie. Parsknąłeś głośnym śmiechem, uderzając się z otwartej dłoni w czoło. Wiedziałeś, że jego podekscytowanie oraz roztrzepanie organizowaniem domówki przełoży się na jakieś kłopoty i oto spełniły się twoje przypuszczenia, Bartku.

-No imbecyl!-rzuciłeś rozbawiony, zerkając przelotnie na Pawła.

-Och, zamknij pizdę, Bartuś!-odparł, wywracając oczami.- Przynajmniej panie będą mieć rozrywkę w Sylwestra, a nie jedynie siedzieć przy kasach. W myślach już składają ku mnie dziękczynienia.

-Zdecydowanie za dużo grywasz w CSa z Bickiem.- skwitowałeś ze śmiechem.

Dalsza część zakupów przebiegła wam bezproblemowo. Płocczanin wpakowywał do wózka potrzebne produkty ze sporządzonej wcześniej listy, a ty posługiwałeś mu jako tragarz, co jakiś czas wtrącając od siebie trzy grosze. Chwilę później przy akompaniamencie hitów zmierzającego już ku końcowi roku rozstawiałeś prowiant po jego mieszczącym się w centrum miasta mieszkaniu i układałeś w głowie monolog jaki miałeś zamiar wygłosić przed Malwiną. Zdenerwowanie dawało ci się we znaki, gdyż niejednokrotnie z łazienki usłyszałeś krzyki Pawła, kiedy do jego uszu docierał odgłos drżącego na tacce szkła, które byłeś bliski upuścić. Podziękowałeś mu lekkim uśmiechem, gdy poklepał cię po ramieniu i zdecydował wyręczyć po jakimś czasie. Rozgościłeś się w jego pokoju i narzuciłeś na siebie błękitną koszulę, odtwarzając w głowie słowa pochwały jakie kierowała do ciebie zazwyczaj brunetka, gdy ją na sobie miałeś. Postawiłeś także na czarne spodnie oraz wygodne sportowe obuwie. Niespełna godzinę później po lokum przyjmującego roznosiła się głośna muzyka z dobranej przez niego wcześniej playlisty, której basy powodowały drżenie na twojej skórze, a wokół roiło się od znajomych twarzy z boiska oraz partnerek kolegów z fachu. Z szerokim uśmiechem uderzyłeś kieliszkiem o ten należący do Lipińskiego i wlałeś w swoje gardło przeźroczystą ciecz, krzywiąc się lekko. Z obawą przesunąłeś wzrokiem ku drzwiom i westchnąłeś głośno. Pawłowska nadal nie zjawiła się w jednym z gdańskich bloków, a ty powoli traciłeś nadzieję, że dzisiejszy wieczór spędzicie razem.

-Przyjdzie na pewno.-potarła cię pokrzepiająco po ramieniu blondynka.

-Po ostatnim bym jej się wcale nie dziwił jakby nie przyszła.- mruknąłeś, sięgając po sok pomarańczowy.

-To Malwina. Miała grubsze przypały ze starymi, także luz Bartuś.

Skinąłeś jedynie głową na jej słowa, przebywając gdzieś zupełnie indziej myślami. Poderwałeś się z kanapy i ruszyłeś na prowizoryczny parkiet przy boku Olszewskiej. Ta dokładała wszelkich starań, aby odpędzić od ciebie stres. Po chwili nawet się jej to udało, kiedy pierwsze promile zaczęły się rozprzestrzeniać po twoim organizmie i wprawiły cię w imprezowy nastrój. Bujałeś ciałem w rytm muzyki, okręcając wokół własnej osi przyjaciółkę i wreszcie poczułeś się odrobinę odprężony. Obawy, zmartwienia odnośnie twojej ukochanej zostały zepchnięte gdzieś na dno twojego umysłu, a wokół dało się odczuć istną beztroskę i zabawę. Poddałeś się tej otoczce i pochłaniałeś kolejne ilości alkoholu z najbliższymi ci osobami, dominując na parkiecie. Wtem twoje oczy natrafiły na tą znajomą, drobną sylwetkę odzianą w cekinową sukienkę, która idealnie uwydatniała jej zgrabne pośladki, a gdy zwróciła się do ciebie przodem także linię talii oraz pokaźny biust. Czas jakby się zatrzymał, kiedy podniosła na ciebie spojrzenie z pod wachlarza ciemnych rzęs, które otoczone były ciemnym cieniem. Wyglądała zupełnie inaczej niż zazwyczaj. Jej twarz była pokryta mocniejszym makijażem, ale dla ciebie wciąż była zjawiskowa. Duże, złote koła wplątane były w jej gęste, ciemne włosy opadające falami na plecy, a usta kusiły swoim połyskującym, jasno różowym kolorem. Nawet nie zdałeś sobie sprawy z momentu, kiedy stanąłeś naprzeciw niej. Jakiś dziwny magnez cię do niej przyciągnął, a ty nawet nie miałeś pojęcia, kiedy się to stało.

-Witaj Bartku.- wypowiedziała cichym, niskim głosem, uśmiechając się do ciebie słodko.

-Cześć.-wydusiłeś z siebie odrobinę onieśmielony.

Później słowa były wam już zbędne. Pawłowska chwyciła cię za dłoń i zaprowadziła do miejsca, gdzie mieliście odrobinę przestrzeni dla siebie. Zarzuciła ci na szyję swoje drobne dłonie i kołysała biodrami na boki, nie zrywając z tobą kontaktu wzrokowego. Gdy otrząsnąłeś się z ciężaru jej uroku zsunąłeś swoje ręce na jej pośladki i także dopasowałeś swoje ruchy do wolnego rytmu, wydobywającego się ze sporego rozmiaru głośników. W oddali spostrzegłeś usatysfakcjonowane uśmiechy Klaudii oraz Pawła i zdałeś sobie sprawę z tego, że to było zaplanowane. Pokręciłeś lekko głową i utonąłeś twarzą w burzy jej włosów, wciągając jej słodki zapach, który cię otumaniał. Malwina wplotła dłoń w twoje włosy i uśmiechnęła się figlarnie, składając na twoim policzku przelotny pocałunek. Ciepło jej ciała przyjemnie cię otulało, sprawiając, że wszelkie zmartwienia odeszły  w kąt. W jej towarzystwie spędziłeś kolejne godziny, stojąc wszelakie zestawienia taneczne. Nie zauważyłeś nawet, kiedy Paweł pociągnął cię za rękę na dwór i wepchnął w dłoń kieliszek, wypełniając go jasnym trunkiem oraz puszczając oczko. Zaczerpnąłeś głębokiego oddechu i spojrzałeś głęboko w ciemne tęczówki Pawłowskiej. Malwina przyglądała ci się tymi czarownymi oczami, zaciskając palce wokół nóżki kieliszka. Gdzieś w tle rozlegało się głośne odliczanie do chwili początkującej nowy rok, ale dla ciebie jakby czas się zatrzymał.

-Myśl co chcesz, ale jestem w tobie tak cholernie beznadziejnie i kurewsko zakochany niemalże od samego początku. Kocham cię, Malwino i pieprzyć to, że ty się w to nie bawisz, ale musiałem ci to do cholery powiedzieć! –wykrzyknąłeś, wspierając czoło o jej.

-Bartek..-westchnęła głęboko, a dla ciebie ta chwila wydawała się być wiecznością.  

~*~


Hello! ^^
Wreszcie udało mi się nabazgrać coś w miarę z sensem, bo nie ukrywam ten rozdział był ciężki :/ No, ale grunt, że Bartuś jej powiedział prawdę, a przyjaciele pomogli :D Teraz już będzie tylko ciekawiej, przynajmniej o to się postaram :3 Na zakończenie mam ambitne plany, ale to zobaczycie dopiero za jakiś czas ^^ Całuję i do zobaczenia niebawem ;*
PS: Zapraszam na Miśka i Julkę, bo wpadł nowy rozdział ;3

środa, 25 grudnia 2019

Stacja piąta


Nie miałeś pojęcia co tobą kierowało, ale po zakończeniu dialogu balkonowego z Pawłem zbiegłeś po schodach jak narwany i zgarniając z kuchennego blatu kluczyki do samochodu, rzuciłeś przez ramie, że nie wiesz kiedy wrócisz. Byłeś zbyt chaotyczny by zauważyć na sobie pytający wzrok ojca oraz pełen satysfakcji uśmiech rodzicielki, która prawdopodobnie rozgryzła pomysł odbycia przez ciebie niespodziewanej podróży. Działałeś pod wpływem impulsu. Nie myślałeś racjonalnie. W obecnej chwili nie istniało dla ciebie coś takiego jak trzeźwe czy chłodne myślenie. W towarzystwie świątecznych melodii puszczanych na przemian z tradycyjnymi kolędami pokonywałeś trasę dzielącą cię od jedynego marzenia jakiego spełnienia oczekiwałeś podczas tegorocznych świąt. A raczej jednej osoby, która za jego realizacje mogła odpowiadać. Nikły uśmiech przebiegł przez twoje usta, gdy blondynka, która odebrała od ciebie telefon niemalże po pierwszym sygnale i poznała twoje zamiary pisnęła podekscytowana do telefonu, życząc ci wylewnie powodzenia oraz robiąc ci wykład o tym, żebyś tego nie spieprzył. Roześmiany skręciłeś na odpowiednie osiedle i dokładnie wysłuchiwałeś jej wskazówek co do adresu zamieszkania dziewczyny. Studiowałeś uważnym wzrokiem pobliskie budynki i zatrzymałeś się przed tym odpowiednim. Pożegnałeś się z Olszewską, a następnie zgasiłeś silnik i przymknąłeś powieki, wypuszczając głośno powietrze. Tak właściwie nie wiedziałeś po co tu przyjechałeś, co zamierzałeś uczynić oraz na co mogłeś liczyć, ale coś wyraźnie zaprowadziło cię do niej, a ty traktowałeś to jako znak. Szczerze mówiąc miałeś głębokie nadzieję, że świąteczna aura, która docierała do ciebie z każdej strony jakoś na nią wpłynie i coś pomiędzy wami zdziała. Zasuwając kurtkę pod samą szyję zatrzasnąłeś za sobą drzwi samochodu i po przeciśnięciu się przez drzwi klatki schodowej, gdy czteroosobowa rodzina udawała się na pasterkę, wspiąłeś się na odpowiednie piętro. Niepewnie uderzyłeś knykciami o powierzchnię dębowych drzwi i poddenerwowany oczekiwałeś na wyrok. Zapewne Malwina się nikogo nie spodziewała o tak później porze, ale liczyłeś, że otworzy ci drzwi i na ciebie nie nawrzeszczy po twoim ostatnim zachowaniu. Zachłysnąłeś się powietrzem, kiedy zza nich wyłoniła się jej drobna sylwetka opięta przez czarną sukienkę, która odkrywała jej ramiona. Wyglądała jeszcze bardziej zjawiskowo i niesamowicie niż wtedy, kiedy się poznaliście. Jej ciemne włosy falami opadały na odkryte ramiona, a na powiekach widniał jasny, połyskujący cień, który idealnie współgrał z  pomadką w tym samym odcieniu.

-Co ty tutaj…?-wydusiła z siebie w końcu, ale nie dane jej było dokończyć.

Momentalnie oplotłeś smukłymi palcami jej chude nadgarstki, przyciągając ją do siebie. Naparłeś swoimi ustami na jej, a stało się to tak szybko, że nie miała kiedy zaprotestować, a może wcale nie chciała? Wtargnąłeś językiem pomiędzy jej rozwarte miękkie wargi, rozkoszując się ich truskawkowym posmakiem i delikatnie popchnąłeś ją do tyłu, wkraczając tuż za nią do mieszkania. Mile zaskoczony mruknąłeś przeciągle, kiedy najpierw opuszkami palców pogładziła skórę twoich rozpalonych nieco policzków, a później po przez kark przeniosła dłonie na twoje włosy, wplatając w nie palce. Zważając na brak oznak zdenerwowania z jej strony  oraz jej pewne poczynania oznaczało to, że przebywacie w mieszkaniu totalnie osamotnieni, co niezmiernie ci odpowiadało. Dlatego też pozwoliłeś sobie na odrobine śmiałości. Ująłeś w swoje wielkie dłonie jej zgrabne pośladki i przywarłeś jej drobne ciało do chłodnej powierzchni ściany, pozwalając się jej opleść nogami w pasie. Zakleszczyła uda wokół twojej talii i zjechała dłońmi do linii guzików twojej koszuli. Ty natomiast wsunąłeś swoje pod materiał jej wieczornej kreacji, miętoląc w nich jej jędrną skórę. Słyszałeś przeciągły jęk wydobywający się z jej ust, który przerodził się w ciche westchnięcia, gdy twoje usta spoczęły na jej szyi, obsypując ją toną pocałunków. Przyciągnęła cię bliżej siebie i odchyliła głowę ku tyłowi, aby ułatwić ci dostęp, szepcząc cicho, gdzie masz się udać. Nie kontrolowałeś się. Działałeś jak w tranie. Szare komórki wymarły w tobie, gdy ona była w pobliżu. Otumaniła cię sobą, totalnie omamiła. Przebiegłeś wygłodniałym, dzikim wzrokiem po jej skąpanej w barwach lampek choinkowych twarzy i uchwyciłeś jej pełne pragnienia spojrzenie. To było wystarczającym bodźcem do dania jej wszystkiego czego zapragnie. A tak właśnie zamierzałeś zrobić, Bartku.  Docierając do jej sypialni rzuciłeś ją na miękki materac łóżka i zawisłeś nad nią, sunąc czubkiem nosa po jej karku po przez odkryty dekolt. Zauważyłeś gęsią skórkę jaka pokryła całe jej ciało i czułeś, że nie było to spowodowane chłodem pościeli z jaką spotkała się jej skóra chwilę temu. Jej niecierpliwe dłonie natomiast rozprawiały się z guzikami twojej koszuli podczas, gdy ty dotykiem opuszków palców pieściłeś jej najczulsze miejsce skryte za materiałem czerwonej koronki. Do twoich uszu idealnie docierał dźwięk zasysania przez nią powietrza oraz jego gwałtownego wypuszczania. Siwo błękitne tęczówki spotkały się na jednym pułapie wysokości z czekoladowymi, a prądu przechodzącego przez wasze ciała w tym momencie nie dało się zignorować. Wycisnąłeś kilka zmysłowych pocałunków na jej słodkich ustach podczas, gdy ona zsunęła z twoich ramion ubranie, rzucając nim gdzieś w kąt. Jej palce przebiegały po twoim nagim torsie, doprowadzając cię do dreszczy i gęsiej skórki, ale nie umiałeś zaprzeczyć samemu sobie, że za tym nie tęskniłeś. Nienawiść oraz miłość jaką ją darzyłeś rozdzierała cię od środka i sprawiała, że wasze wspólne doznania stawały się jeszcze bardziej intensywne i cholernie przyjemne. Jak przez mgłę pamiętałeś moment zatknięcia się całkowicie nagiego ciała z jej tak idealnie wyrzeźbionym i mieszczącym się w twoich dłoniach. Wdychałeś jej mącącą ci w głowie woń niczym zahipnotyzowany, wtulając twarz w zagłębieniu jej szyi. Jej ciemne kosmyki łaskotały cię po czubku nosa, ale nie zważałeś na to teraz. Jedyne co było dla ciebie teraz ważne to dołożyć wszelkich starań, aby Malwina Pawłowska poczuła maksymalne stężenie rozkoszy i aby dwudziesty czwarty grudnia dwa tysiące dwudziesty pierwszy pozostał w jej pamięci na długo.

-Myślałam, że mnie nienawidzisz.- wychrypiała wprost w twoje ucho brunetka.

-To skomplikowane.- westchnąłeś, gładząc dłonią jej ramie.- Jesteś moim problemem, więc musiałem się z tobą przespać.-nawiązałeś z nią kontakt wzrokowy, obserwując mgłę jaka pokryła jej oczy, które idealnie świadczyły o intensywności waszych poczynań.

-Było cholernie przyjemnie.-wymruczała, przechylając głowę na bok i podtrzymując twoje spojrzenie.

Ujęła twoją twarz w swe drobne dłonie i przyciągnęła ją ku sobie. Miażdżyła twoje wargi w geście żarłoczności, pałaszując językiem twoje podniebienie, a ty prawie omdlewałeś z rozkoszy jaką ci dzisiaj serwowała.


~*~
Hejka! ^^
Nie spodziewałyście się mnie tutaj tak szybko, co? xD Wczoraj momentalnie po napisaniu czwórki siadłam do tej części i wena naprawdę mnie obdarowała wczoraj swoim bogactwem, bowiem jak chyba widać ten fragment na górze jest całkiem niezły ^^ Przynajmniej ja jestem z niego w pełni zadowolona :3 Bartek i Malwa dali się ponieść magii świąt, ale czy rano będzie im tak błogo? Pawełek tymczasem może sobie zapisać sukces na koncie haha :D To co się tutaj zadziało pewnie jest dla Was niespodzianką, ale to nie ta niespodzianka, która jest w trakcie szykowania :D Jak nie na święta to do końca roku powinna mieć tutaj miejsce :3 Bądźcie czujne! Całuję i do zobaczenia ;*

poniedziałek, 23 grudnia 2019

Stacja czwarta


-Ale to nie ona była problemem, tylko ty! A właściwie to, że…-wybuchłeś niczym wulkan, nie kontrolując się.

Byłeś na pograniczu wyjawienia jej prawy. Puściłeś hamulce, będąc bliski wypowiedzenia tych odważnych słów, które mogły w was tak wiele zmienić. Wpłynąć choćby na wasze dotychczasowe życie, ale zamilknąłeś, nie chcąc powiedzieć za dużo. Nie chciałeś jej tego wyznać w ten sposób, nie wydzierając się na nią w gdańskiej hali. Podziwianie jej szklących się w niebezpieczny sposób czekoladowych tęczówek mogłeś zawdzięczyć właśnie sobie. Ich powierzchnię pokrywał cholerny smutek i ból, a z twarzy zniknęła ta pozytywna powłoka, która do niedawna. Przeszyłeś ją tym na wylot niczym sztyletem. Doskonale zdawałeś sobie z tego sprawę, dlatego też zacisnąłeś dłonie w pięści, wbijając paznokcie we wnętrze ich skóry. Syknąłeś pod nosem z bólu, jaki sam sobie wyrządziłeś i sznurując wargi wyminąłeś ją, udając się do szatni. Przymknąłeś za sobą drzwi i przymknąłeś powieki, wspierając się o nie plecami. Twoja głowa kipiała od natłoku myśli, a ciało wrzało od emocji jakie w tobie buzowały. Musiałeś ochłonąć, Bartku. Prawie powiedziałeś Malwinie, że ją kochasz, a przecież gdybyś to uczynił upadłbyś. Przegrałbyś, dając jej tym satysfakcje, że jej się udało, że odniosła zwycięstwo w tej całej zabawie. Nie mogłeś jej teraz tego wyznać. Nie teraz, kiedy nie byłeś pewien co do jej uczuć względem ciebie. Wypuściłeś powietrze ze świstem i zasiadłeś na ławce przy swojej szafce, wplatając palce w jasne włosy. Pociągnąłeś za ich kosmyki i pokręciłeś z niedowierzaniem głową. Do czasu zjawienia się tej brunetki w twoim życiu wszystko było takie błahe, banalne. Teraz musiałeś zważać na każde wypowiedziane słowo, gest, jakie kierowałeś w jej kierunku, aby nie wydać samego siebie. Komplikacja w twoim życiu przekraczała stężenie normy.

-Coś ty najlepszego odjebał?!-zatrzasnął za sobą drzwi Halaba.

-Rozpierdoliło mnie psychicznie.-mruknąłeś, spoglądając na niego z bezradnością.

-To wiem, ale czego jej do chuja nie powiedziałeś?! Przecież było tak blisko… Bartek!

-Idź w cholerę, Halaba.

-Idę, ale od takiego debila jak ty.


***


Przechadzałaś się w towarzystwie koleżanki z dawnego liceum po centrum miasta, delektując oczy migoczącymi dekoracjami świątecznymi, których przesyt był wyczuwalny, lecz nie u ciebie. Ty kochałaś ten magiczny, bogaty klimat Świąt Bożego Narodzenia. Te kilka dni od kilku dobrych lat kojarzyło ci się z jedną osobą i może to to sprawiało, że tak bardzo  je lubiłaś? Mimowolnie kąciki twoich ust wzbiły się na wyżyny, gdy przez twoją głowę przewinął się krajobraz rodzinnego miasta Bartka i wasza wspólna przechadzka. Wówczas nie byłaś świadoma tego, że to będą twoje dotychczas najlepsze święta, co było istnym paradoksem, bowiem spędziłaś je z totalnie obcym dla ciebie mężczyzną. Ciepło rodziny Filipiak dotąd cię oczarowywało i żałowałaś gdzieś w głębi, że w tym roku nie zagościsz w ich progach i nie będziesz mogła dzielić się radością z blondynem oraz jego rodzicami. Ciekawe czy w tym roku również wysilił się na sprowadzenie jakieś dziewczyny na ten świąteczny czas? Zaśmiałaś się do własnych myśli i zanotowałaś zdezorientowane spojrzenie twojej towarzyszki utkwione w twojej twarzy.

-Słuchasz mnie, prawda?-mruknęła szatynka, splatając dłonie na klatce piersiowej i patrząc na ciebie.

-Oczywiście.-odparłaś natychmiast, na co twoja koleżanka uniosła jedynie brew.-Dobra, masz mnie. Nieco odpłynęłam.- uniosłaś dłonie w geście obrony.

-Wiedziałam!- roześmiała się Ania. –Zapewne do jakiegoś faceta?

-Yep, ale szczegółów nie zdradzę.-zastrzegłaś.

Porozmawiałaś jeszcze chwilkę z dawną znajomą, która zaproponowała ci znienacka spotkanie kilka dni temu przed twoim powrotem do rodzinnych stron i zameldowałaś się w domu. Wspomogłaś przy pieczeniu ciasta rodzicielkę, przekopując się w głowie przez masę wspomnień z tych pamiętnych kilku dni. W twojej głowie huczały wasze radosne śmiechy, zabawna gra słów, jaką cały czas zdarzało wam się w domu FIlipaika wymieniać oraz słowa Bartka na pożegnanie wypowiedziane na stacji PKP. Choć święta się jeszcze na dobre nie rozpoczęły już mogłaś powiedzieć, że wiedziałaś iż nie zaznasz takiego stężenia ciepła i miłości jakiego doświadczyłaś wtedy. Uśmiechnęłaś się na ten wniosek blado pod nosem i popędziłaś na górę szykować się do ceremonii.


***


Jej melodyjny głos rozbrzmiewał w twojej głowie, przytaczając każdą jej wypowiedź skierowaną do ciebie już jakiś czas temu. Zaśmiałeś się, przypominając sobie jak beształeś ją za założenie czerwonej sukienki na wigilię, za którą teraz tęskniłeś. Wyglądała majestatycznie, bajecznie i teraz żałowałeś, że jej tego nie wyszeptałeś na ucho, gdy zostaliście sami na kanapie w salonie. Dziwiłeś się sobie jakim cudem się jej wtedy oparłeś i nie pocałowałeś w twoim łóżku, kiedy wystawiała twoją wytrzymałość na próbę, kusząc cię w profesjonalny sposób. Ileż byś teraz dał, aby oglądać te połyskujące, brązowe oczy, podziwiać ten czarujący, z nutką flirtu uśmiech czy być łaskotanym w twojej sypialni przez jej długie, ciemne włosy. Łaknąłeś znowu poczuć ten charakterystyczny zapach perfum i pokroić się za choćby chwilę jej bliskości. Westchnąłeś głośno, powracając myślami do zebranej w salonie rodziny, która wydzierała się na całe gardło, śpiewając tradycyjne kolędy i parskała co chwila śmiechem ze swoich nieudolnych prób. Zawtórowałeś im, ale nie było w tobie tej domieszki lekkości z jaką byś to czynił gdyby ona tu była. Może z odrobiną szczęścia poświęci ci swój czas w Sylwestra? Na co ty się łudziłeś Bartoszu?

-Jak się trzymasz, bracie?- w słuchawce rozległ się pełen troski głos przyjaciela, gdy wsparty o balustradę balkonu odziany jedynie w koszule odebrałeś telefon.

-Wolałbym cofnąć się do świąt w 2019 roku.- westchnąłeś.

-A może za rok będziecie mieć swoje święta z 2019 roku? Więcej optymizmu, Bartuś! Nowy rok się zbliża!- zbeształ cię Paweł.

-Widzę, że ty z Klaudią już po świątecznym uniesieniu. –skwitowałeś dobry humor bruneta.

-I to jakim!- wrzasnął rozmarzonym głosem przyjmujący.

-Zazdroszczę.- mruknąłeś.

-Nie masz numeru Malwy? Dzwonisz i proponujesz, a ona pod wpływem tego magicznego klimatu odpowie ci „ z przyjemnością mój blond Adonisie, zróbmy to!”.

-Jesteś nienormalny i pewnie pijany, a w wigilię się nie żłopie alko, Pawełku!

-Kończę sztywniaku! Lepiej się skuś na ten świąteczny numerek u Pawłowskiej to chodź trochę wyluzujesz.


 ~*~
Hello! ^^
Trochę mi zeszło z napisaniem nowego, ale czas w ostatnim tygodniu mnie nie rozpieszczał :/ Bartek i Paweł byli nieosiągalni i nici z pamiątkowych zdjęć, ale może niebawem się uda :D Meczyk był sztosik, tylko szkoda, że przegrany, ale cóż.. Co do rozdział nie wyszedł on jak bym chciała, ale nie jest chyba zły :P Bartek był o krok od wyznania Malwie, że ją kocha, ale jednak się powstrzymał, a ta dalej zakochana w nim i nie wie co zrobić. Jak widać obojgu siebie nawzajem brakuje, ale nie mogą dojść do porozumienia. Zobaczymy co w ich przypadku zdziałają święta i Sylwester :3  W tym miejscu chciałabym Wam życzyć Wesołych, Pełnych Ciepła Świąt Bożego Narodzenia oraz wymarzonych prezentów pod choinką :* Mam nadzieję, że przed Sylwkiem się jeszcze zobaczymy także życzenia noworoczne zostawiam sobie na potem xD Całuję i do zobaczenia ;*
PS: Możliwe, że będę miała dla Was prezencik także bądźcie czujne :3

czwartek, 12 grudnia 2019

Stacja trzecia


Westchnęłaś głęboko, przysiadając pośladkiem na krawędzi zrobionego z ciemnego drewna biurka. Omiotłaś przelotnym wzrokiem wnętrze swojego skromnego, ale jakże przytulnego biura i przewróciłaś oczami na ton twojego ojca wydobywający się ze słuchawki, który zarzucał ci wybranie nieodpowiedniej ścieżki życiowej. Zawsze marzył o tym, abyś została lekarzem, gdyż w jego rodzinie ten zawód przechodził z pokolenia na pokolenie, ale ty wolałaś wybrać inne tory. Źrebić własną drogę, która będzie powodować, że będziesz opuszczać miękkie łóżko z chęcią do życia oraz serdecznym uśmiechem. Łaknęłaś pomagać ludziom w ich zagmatwanych sytuacjach życiowych, bronić kobiet przed wykorzystującymi ich kruchość mężczyznami, wspomagać ludzi, którym było pod górkę. Po prostu czynić dobro tam gdzie tylko się da. Twój rodziciel nie potrafił tego zrozumieć i non stop narzucał ci wybranie innej alternatywy na przyszłość. Powoli zaczynałaś mieć tego serdecznie dość. Tym bardziej, że wspólny biznes prowadzony z Klaudią naprawdę dobrze preparował i rozkwitał, zachwycając swoją siłą działania niczym rozwijający się z każdym dniem coraz bardziej pęk róży zapierający dech w piersiach. Podirytowana odciągnęłaś od ucha telefon i najechałaś opuszkiem palca na czerwoną słuchawkę, nie mając zamiaru słuchać narzekań starszego mężczyzny ani minuty dłużej. Zerknęłaś przelotnie na akta ostatnich spraw i usatysfakcjonowana z ich uporządkowania poderwałaś się z miejsca, sięgając po czarną, skórzaną torbę. Narzuciłaś na siebie puchatą, czerwoną kurtkę i ruszyłaś do gabinetu blondynki, która użerała się ze sprawą przemocy rodzinnej jednej z gdańszczanek.  Po uprzednim zapukaniu wparowałaś do pomieszczenia i gdy rozwarłaś już usta, aby zapytać wspólniczkę o to czy zakończyła zakres obowiązków na dzisiejszy wieczór, który obydwie spędzałyście w centrum Gdańska, twoje ciemne tęczówki natrafiły na dwa, niewielkie kartoniki. Lustrowałaś je uważnym wzrokiem, upewniając się czy to aby na pewno to co przewinęło ci się przez myśli, ale nie miałaś żadnych wątpliwości. Rozchyliłaś bardziej usta lekko oniemiała, bowiem nie spodziewałaś się biletów na mecz miejscowej drużyny na biurku Olszewskiej. Od dawien dawna stawiała się na meczach bez twojego towarzystwa, dlatego też dziwiła cię liczba mnoga wejściówek na spotkanie z drużyną z Podkarpacia.

-Po co ci dwie wejściówki na mecz?-mruknęłaś, marszcząc brwi i przyglądając się badawczo twarzy blondynki.

-Bo idziesz ze mną?-odpowiedziała ci pytaniem na pytanie, wzruszając obojętnie ramionami.

-Zwariowałaś?! Zwariowałaś! Naprawdę ci coś do łba strzeliło!-uniosłaś się, żywo gestykulując dłońmi.

-Kochasz go, więc o niego walcz. Nie mów, że teraz kiedy jest do brania odpuścisz.-wywróciła oczami twoja towarzyszka.

-Zaczynasz paplać jak Halabka.- prychnęłaś pod nosem.- Owszem, bo jest świeżo po rozwodzie i nie wiem potrzebuje czasu?-spojrzałaś na nią z niezrozumieniem.

-Tego kurwa miał wystarczająco.-mruknęła pod nosem.- Czy ty naprawdę tego nie widzisz?! –poderwała się z krzesła.-On go wziął dla ciebie, idiotko! Nie kochał jej, kochał ciebie i nadal kocha!-tłumaczyła ci dobitnie.

-Wiesz co? Pierdolnij te papiery w chuj i wyjdź z tego biura, bo ci odbija.


***


Roześmiany kręciłeś biodrami do wesołej, świątecznej melodii, której otworzeniem na hali pomysłodawcą był nie kto inny jak Paweł Halaba. Brunet z butelki wody imitował mikrofon i wymachując brwiami ku górze spoglądał na ciebie z udawanym pragnieniem oraz dzikością, naśladując wokalistę Jingle Bells. Kozub pokręcił z niedowierzaniem głową, parskając niepohamowanym śmiechem, kiedy twój przyjaciel nagle nałożył na głowę poroże renifera i zaczął cię nim napastować po torsie. Czasami zastanawiałeś się czy tylko ty jesteś zrównoważony psychicznie w tej drużynie. Nawet Winiarski podskakiwał teraz do piosenki wraz ze swoim asystentem, naśladując kankana. Z otwartej dłoni uderzyłeś się w czoło i chichocząc pod nosem dorzuciłeś piłką do kosza. Jako, że trening oficjalnie zakończył się dobre piętnaście minut temu, bowiem tyle trwały wygłupy twoich kolegów oraz szkoleniowców postanowiłeś do nich dołączyć. Wraz z Łukaszem Kozubem płynąłeś po parkiecie, przemieszczając się po nim w układzie tanecznym na dwa kroki i zanosząc się przy tym głośnym śmiechem. Nie żałowałeś, że po mimo pochodzenia z nad morza twojej byłej już żony zdecydowałeś się tutaj powrócić. Tęskniłeś za tą ekipą i cieszyłeś się, że po mimo mijającego czasu nie wykruszyła się. Pomiędzy porannym rozruchem a początkiem rozgrzewki przed meczem zawitałeś do centrum handlowego i doprowadziłeś prezenty dla bliskich do finiszu, mając czystą głowę. W pełni skupiłeś się na odpowiednim przygotowaniu do bardzo ważnego spotkania z Asseco Resovią Rzeszów, nie przywiązując większej uwagi do publiczności. Nie byłeś jeszcze wówczas tego świadom, że jedna z osób, która na niej spoczywała podziała na ciebie jak płachta na byka. Dopiero pod koniec rozgrzewki zauważyłeś, że Halaba wymienia się czułym pocałunkiem z blondynką, a obok niej widniała ona. Kobieta, która potrafiła roztrzaskać twoje drobne serce na kawałeczki i która jednym swoim pojawieniem potrafiła je jednocześnie także poskładać. Serce mocniej obiło się o mostek, przypominając o swoim istnieniu, a tętnice zaczęły szybciej pompować krew, która błyskawicznie przemieszczała się po twoim ciele, powodując falę gorąca jaka oblała cię po jej wypatrzeniu. Zwróciłeś się do niej plecami i pośpiesznie powachlowałeś koszulką, aby nieco ostudzić twoje płonące na jej widok ciało. Zakłopotany tą sytuacją wplotłeś smukłe pace w swoje włosy i wypuściłeś powietrze ze świstem, podchodząc do przyjmującego.

-Co ona tu robi?-warknąłeś podirytowany.

-Jak widać siedzi.-odparł brunet, udając niewzruszonego twoim stanem emocjonalnym.

-Paweł, nie jestem w nastroju do żartów.

-W takim razie skończ tą całą szopkę i powiedz jej co czujesz, bo to naprawdę świetna komedia jak się zachowujesz.-poklepał cię po ramieniu, posyłając blady uśmiech.

-Pojebało cię.

-Nie. To ciebie Bartuś pojebało, bo jesteś po rozwodzie, wiec nie wiem na co ty kurwa czekasz. Choćbym bardzo chciał to za ciebie jej prawdy nie powiem, bo to najzwyczajniej w świecie byłoby słabe.

Machnąłeś na niego zrezygnowany dłonią i zatopiłeś się w wirze przedmeczowym jak i później meczowym, aby zepchnąć mętlik myśli do zakamarków twojego umysłu. Choć dokładałeś wszelkich starań to wciąż twoje błękitne tęczówki prześwietlały wnikliwym wzrokiem drobną sylwetkę młodej prawniczki pomiędzy akcjami meczu, a z twarzy ciężko było zetrzeć nikły uśmiech jaki impulsywnie wpływał na twoje usta, gdy zirytowana uderzała dłonią o kolano czy odruchowo z powodu euforii pisnęła lub uderzyła dłońmi o siebie, nagradzając ciebie czy innego zawodnika brawami. Prawda była taka, że uczucie do Malwiny Pawłowskiej ciężko było zatrzeć lub wyprzeć. Ono w tobie było. Żyło swoim rytmem i nie miałeś na to najmniejszego wpływu. Gorącą miłość jaką ją darzyłeś starałeś się przerodzić w złość, która kipiała w twoim dwumetrowym ciele i przelewała się na znakomite akcje. Kochałeś w siatkówce to, że bez zbędnych tłumaczeń mogłeś uderzyć w piłkę najmocniej jak się da, aby się wyładować i przy okazji zanotować przy tym punkt. Nic, więc dziwnego, że statuetka najbardziej wartościowego zawodnika spotkania trafiła w twoje ręce. Lepszego prezentu przedświątecznego, a właściwie już świątecznego nie mogłeś sobie wymarzyć, choć nie. Mogłeś. Ją przy swoim boku. Powlokłeś wzrokiem do jej terenu na widowni i poczułeś dreszcz przebiegający przez twoją skórę. Tak znajomy, gwałtowny i cudowny zarazem, a za wszystko to odpowiadał jej przenikliwy wzrok, który sunął po tobie. Opamiętałeś się i odwróciłeś głowę z bólem serca, ale to zrobiłeś. Podreptałeś wraz z Pawłem za bandy reklamowe i przystanąłeś naprzeciw znajomych ci dziewczyn.

-Cześć Klaudia.- wymruczałeś.

Słyszałeś głośne fuknięcie pod nosem brunetki. Poczułeś satysfakcje z powodu skutecznego zdenerwowania jej. Kochałeś ją. Nie chciałeś by cierpiała, ale jednocześnie chciałeś zadać jej ból. Łaknąłeś by poczuła smak cierpienia równie dobitnie jak ty i na razie twoja gra Bartoszu chyba wychodziła ci perfekcyjnie.

-Serio?! Powiedz mi co ja ci takiego zrobiłam?! Dlaczego mnie tak chłodno traktujesz?! Przecież pomogłam ci się rozwieść!- warczała na ciebie, mierząc cię pełnym zawiści i wściekłości wzrokiem.

Przecież nie mogłeś z siebie wydusić, że tak naprawdę nie zrobiła ci zupełnie nic. Tylko żałośnie cię w sobie rozkochała, Bartku.

~*~
Hejka! ^^
Przepraszam, że w ubiegłym tygodniu nie pojawił się rozdział, ale miałam naprawdę zwariowany tydzień, a na weekendzie miałam okazję podziwiać  mecz Resovii z Jastrzębiem, a jak wiecie Tomka oglądania odpuścić sobie nie mogłam :D Mam nawet foteczkę z nowego klubu haha ^^ W ten weekend będę miała okazję podziwiać naszych śmieszków, czyli Halabkę i Bartka :3 Trzymajcie kciuki by udało się złapać na pamiątkową fotkę! <3 A co do rozdziału... Bartek nadal nienawidzi Malwiny, a ona próbuje się jakoś przedostać przez lód jakim ma otoczone swoje serce :/ Przyjaciel chcą pomóc, ale na razie marnie im to wychodzi ;( Postaram się dodawać  teraz rozdział jeden raz w tygodniu, ale czy dam radę regularnie to zobaczymy, ale na pewno się postaram :3 Całuję i do zobaczenia za tydzień! ;*
PS: Rzadko to u mnie widzicie, więc muszę o tym wspomnieć :D A mianowicie bardzo mi się podoba ten rozdział i jestem z niego bardzo zadowolona, ale zostawiam Wam jego jakość do oceny :3

sobota, 30 listopada 2019

Stacja druga


Zaczerpnęłaś głębokiego oddechu, popychając widniejące przed tobą masywne drzwi. Twoje oczy chłonęły znajome ci już od jakiegoś czasu widoki, a serce obiło się mocniej o mostek z momentem natrafienia twoich tęczówek na te błękitne, niegdyś tak zapierające dech w piersiach. Blondyn rozwarł lekko ustach w skutek zdziwienia i przeszył twoją sylwetkę wzrokiem jakby niedowierzając, że naprawdę tutaj jesteś, że stoisz przed nim odziana w czarną pelerynę i reprezentujesz jego partnerkę, której niegdyś przecież tak nie cierpiałaś. Po sali sądowej echem niosły się słowa sędziny, a chwilę później prawnika Filipiaka oraz twoje. Na przemian udzielały się obie strony biorące udział w rozprawie. Twoja uwaga jednak nie skupiała się w pełnym stopniu na procesie sądowym. Stalowe tęczówki pożerały dyskretnym wzrokiem twarz atakującego, który co jakiś czas cię na tym przyłapywał. Tęskniłaś za jego delikatnymi, ale zarazem wyraźnymi rysami twarzy, drutami, za którymi to skrywał się uśmiech kupujący twoje serce w całości oraz jasnymi kosmykami, w które wplatał smukłe palce, zaczesujące je do tyłu pod wpływem stresu. Błękitna koszula idealnie uwydatniała jego szerokie barki i przylegała szczelnie do wyrzeźbionego ciała, powodując u ciebie lekkie rozkojarzenie. Kilkukrotnie łapałaś się na przegryzaniu skuwki od długopisu z tego powodu. Twoim ciałem wstrząsały dreszcze, a serce pragnęło się wydostać i wpaść w jego dłonie. Choć już dawno było ofiarę jego sideł i nie potrafiło się z pod nich wydostać. Doskonale wskazywały na to twoje drżące dłonie pod ciężarem jego przenikliwego spojrzenia oraz telepiące się pod biurkiem nogi. Gęsia skórka pokrywała całe twoje ciało, gdy kontakt wzrokowy zawisał pomiędzy wami. Mimo to zachowywałaś pełen profesjonalizm i broniłaś strony Ady, obwiniając o rozpad małżeństwa Bartosza. Wypowiadałaś się w elokwentny sposób, dostrzegając się tlący w oczach siatkarza podziw. Na twojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, kiedy starsza znacznie od ciebie kobieta ogłosiła decyzję sądu. Małżeństwo Filipiak zostało unieważnione z winy Bartka, co oznaczało, że odniosłaś zwycięstwo w jednej z cięższych rozpraw. Odetchnęłaś z ulgą, zamykając za sobą drzwi sali sądowej i przymknęłaś powieki, wypuszczając powoli powietrze z rozchylonych ust. Gdy rozwarłaś oczy ujrzałaś przed sobą blondynkę, która dziękowała ci w postaci ciepłego uśmiechu. Uścisnęłaś jej dłoń, kiwając jedynie głową i życzyłaś powiedzenia na nowej drodze życia. Ada odpowiedziała ci jedynie nikłym uśmiechem i wyszeptała słowa, których nie spodziewałabyś się nigdy usłyszeć z jej ust:

-On cię kocha.

Nim rozchyliłaś wargi, aby jej coś odpowiedzieć zniknęła za zakrętem, pozostawiając cię z plątaniną myśli. Może kłamała? Po co miałaby ci to mówić skoro doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że za nią nie przepadałaś? Zgodziłaś się dla niej walczyć w sądzie, bowiem chciałaś dokopać Filipiakowi za wyrządzone krzywdy, za rozkochanie cię i pozostawienie na pastwę samej sobie, za wiele innych rzeczy. Jednak teraz nie zamierzałaś chować głowy w piasek. Zacisnęłaś dłonie w pięści i z bojowym nastawieniem ruszyłaś przed siebie. Stukot twoich obcasów rozbrzmiewał po długim korytarzu sądu w Gdańsku, sprawiając, że twarz Bartka zwróciła się w twoim kierunku.

-Bartek, daj nam szansę.-wyszeptałaś, spoglądając z tlącą się w twoich oczach nadzieją na blondyna.

-Kpisz sobie ze mnie?-prychnął.

-Nie. Ja popełniłam błąd. Nie potrafiłam sobie poradzić z własnymi uczuciami, ale teraz już wiem, że zachowywałam się tak, bo cię kocham. Jesteś wyjątkiem od reguły. Nie zakochuje się, ale w tobie jakoś potrafiłam.-wydusiłaś na jednym wdechu.

-Wiesz co? Nie wierzę ci. To z pewnością twoja kolejna gierka tak jak to całe kokietowanie mnie.-wycedził przez zaciśnięte zęby, mijając cię.

-Bartek!-krzyknęłaś za nim.

-Daj mi spokój.


***


Westchnąłeś głęboko nad złocistą cieczą, która znajdowała się przed tobą. Spojrzałeś bezradnym wzrokiem na towarzyszącego ci bruneta i upiłeś łyk zimnego napoju, oblizując wargę. Paweł pośpiesznie wystukał na ekranie telefonu odpowiedź do swojej dziewczyny i skupił całą swoją uwagę na tobie. Milczeliście od dobrych kilku minut, ale nie potrzebowaliście słów, aby dojść do wniosku, że sytuacja miłosna w jakiej się znalazłeś była beznadziejna. Wiedziałeś to od samego początku, gdy z ust Malwiny padły słowa, że nie wierzy w miłość, że to zwykłe bujdy. Wtedy jeszcze nie miałeś pojęcia, że ta dziewczyna skradnie ci serce i każdą myśl jaka przewinie się przez twoją głowę. Od początku przykuła twoje zainteresowanie swoim skomplikowaniem, mieszanką wybuchową. Wesołością z domieszką nutki buntowniczki. Faceci za nią szaleli. Widziałeś to doskonale. Szczególnie, kiedy przechadzaliście się gdańskimi uliczkami i większość przedstawicieli płci męskiej obdarowało ją pełnymi zaintrygowania spojrzeniami. A ty byłeś jednym z nich, lecz ciebie wyróżniało jedno. Nie chciałeś jej jedynie w swojej sypialni i czuć pod sobą jej rozgrzane ciało. Chciałeś jej na zawsze. Na stałe u swojego boku i z nikim się nią nie dzielić. To odbierało ci zdrowe myślenie, kiedy była w pobliżu. Tyle czekałeś, wylałeś ocean nadziei na to, że ona w końcu coś do ciebie poczuje, obdarzy cię równie mocnym uczuciem jak ty ją, a teraz gdy zdeklarowała ci miłość najzwyczajniej w świecie w to wątpiłeś. Przecież była Malwiną Pawłowską. Dziewczyną, która nigdy nie zaznała tego gorącego uczucia, więc skąd mogła wiedzieć, że właśnie takim cię darzyła? Prychnąłeś pod nosem do swojej plątaniny myśli i odnotowałeś zaciekawione spojrzenie przyjmującego.

-Miałeś rację. Kocham ją i to mnie gubi. –sapnąłeś zmęczony psychicznie tą sytuacją.

-Nosz kurwa! Pawciu Halabciu, inaczej pan Paweł ma zawsze rację!- ożywił się twój przyjaciel, a na jego twarz wpłynął szeroki uśmiech.-Nie patrz tak na mnie! Nie moja wina, że mama w genach mądrość dała!

-Szkoda, że urody ci nie dała.-wystawiłeś mu język, chichocząc na widok jego miny.

-Wracając do ciebie, bo ta rozmowa zjeżdża na nieodpowiednie tory, to skąd wiesz, że ona nie mówi prawdy?

-Proszę cię! Paweł! Ona nie ma pojęcia o miłości, a teraz z dupy wyjeżdża mi, że mnie kocha!

-Ale czemu miałaby kłamać?

-Bo uwielbia się bawić moimi uczuciami. Niegdyś wychodziło jej to perfekcyjnie.

-Ludzie się zmieniają.

-Ale nie ona.

~
Hello! ^^
Przepraszam, że tyle mi z tym zeszło, ale ta część jest cięższa do pisania niż pierwsza tej historii :/ To wyżej nie ma nawet 1000 słów, ale nie potrafię nic więcej z siebie wykrzesać. Wybaczcie mi to. Może wydarzenia jakie miały tu miejsce przynajmniej Wam to wynagrodzą ;3  Już wiecie czemu Bartek odciął się od Malwy.. Ktoś jest w szoku? :D Całuję i do zobaczenia mam nadzieję, że niebawem ;* ( Postaram się za tydzień jakoś zjawić :D)


wtorek, 12 listopada 2019

Podróż druga: Stacja pierwsza




Niechętnie zwlekłaś się z łóżka i powędrowałaś do kuchni. Po mimo oślepiających swoim blaskiem promieni słońca, które wdzierały się do wnętrza twojego mieszkania nie wykrzesywałaś z siebie żadnych chęci do życia. Tępym wzrokiem wpatrywałaś się w gotującą się w czajniku elektrycznym wodę i wzdychałaś głośno do swoich myśli, w których natłoku się dusiłaś. Przymknęłaś powieki i starałaś się uspokoić twój rozszalały umysł, ale jak zazwyczaj sobie z tym nie radziłaś. Podirytowana chwyciłaś za urządzenie i strumieniem wrzącej cieczy zalałaś ciemny proszek. Przelotnym wzrokiem omiotłaś mieszkanie i zameldowałaś się na kanapie w salonie. Bez większego zaangażowania przejrzałaś media społecznościowe, w których nie za wiele działo się podczas twojego snu i otoczyłaś parujące naczynie smukłymi palcami, przyciągając je do ust. Niewielki łyk ciemnej cieczy spowodował nieprzyjemne pieczenie twojego języka, ale po chwili przywykłaś do tego stanu. Kawa z każdą minutą, którą poświęcałaś wylewnej analizie zachowania Filipiaka stawała się coraz chłodniejsza, co sprawiło, że pochłonęłaś ją w przeciągu trzydziestu minut. Jak miałaś w zwyczaju zerknęłaś na plan dzisiejszych zajęć i wzruszyłaś ramionami, decydując się na opuszczenie kolejnych godzin na gdańskiej uczelni. Odziana w białą bluzę oraz czarne spodnie narzuciłaś na siebie kurtkę i przewieszając sportową torbę przez ramie zamknęłaś za sobą drzwi mieszkania. Chwilę później po przebyciu odpowiedniej trasy komunikacją miejską zjawiłaś się przed budynkiem jednej z galerii handlowych. Przywitałaś się nikłym uśmiechem z młodym chłopakiem, który widniał za ladą w recepcji i podreptałaś w  kierunku szatni. Zmieniłaś swój strój na znacznie bardziej odsłaniający twoje drobne ciało, a włosy związałaś w kucyka, aby nie przeszkadzały ci przy wykonywaniu ćwiczeń. Nasunęłaś na uszy sporych rozmiarów słuchawki i stawiłaś się w centrum siłowni. Wsłuchując się w mocne rytmy utworów, które miały pobudzić cię do wysiłku napierałaś na pedały roweru stacjonarnego, odnotowując w głowie cel, do którego dzisiaj miałaś dążyć. Przewróciłaś oczami, dostrzegając na wyświetlaczu telefonu zdjęcie przyjaciółki. Pośpiesznie odrzuciłaś próbę kontaktu od blondynki i mocniej zacisnęłaś dłonie na rączce od sprzętu siłowni. To właśnie było twoim sposobem na zapomnienie choć na chwilę o blondynie posiadającym błękitną, urzekającą barwę tęczówek. Wylewanie siódmych potów, zmuszanie organizmu do ciężkiej pracy, aby po powrocie móc przymknąć powieki i rozkoszować się miękkością materaca swojego łóżka. Tak wyglądała większość twoich dni, czemu przeciwna była Klaudia oraz Paweł, któremu dziewczyna się wygadała. Zdawałaś sobie sprawę, że się wyniszczasz, że szkodzisz swojemu zdrowiu, ale wysiłek sprawiał, że twoje myśli uciekały gdzieś indziej niż do atakującego. Byłaś przecież szczupłą osobą, która nie potrzebowała godzin na siłowni, aby przywołać na siebie spojrzenia mężczyzn. Mogłaś mieć każdego, ale nie tego, którego pragnęłaś. Westchnęłaś głośno i zewnętrzną częścią dłoni otarłaś wilgotne od kropelek potu czoło. Twój oddech w przeciągu kilku sekund zmienił się w płytki i urwany, a ty pracowałaś jeszcze solidniej, czując dziwnego rodzaju ukojenie, uśmierzenie bólu jaki powodował Bartosz Filipiak.

-Wykończysz się, idiotko.-oświadczyła Olszewska, która w nieznanym ci momencie wtargnęła do siłowni.

-Znam swoje granice.-mruknęłaś pod nosem.

-Tak samo było z miłością, a później dobrze wiemy jak było.-odparła blondynka, karcąc cię wzrokiem.

-Daruj sobie. Chuj ci do tego.

-No właśnie nie, bo jestem twoją przyjaciółką i najzwyczajniej w świecie się o ciebie martwię! W tej chwili z tego złaź, przebieraj się i skończ się krzywdzić!

Prychnęłaś na jej słowa, mierząc ją kpiącym wzrokiem. Posłusznie zeskoczyłaś ze sprzętu i widząc satysfakcje malującą się na jej twarzy zastąpiłaś go stanowiskiem z ciężarami. Studentka prawa westchnęła nad tobą głęboko i kontynuowała swój monolog, próbując nakłonić cię do zmiany decyzji. Ty jednak stanowczo kręciłaś głową i namawiałaś ją, aby nie marnowała czasu i powróciła do siebie. Zrezygnowana blondynka opuściła obiekt sportowy, a ty w pełni oddałaś się procesu oczyszczania myśli.


***



Wyczerpana opadłaś na materac swojego łóżka i przymknęłaś powieki, ignorując wibrujący na szafce nocnej telefon. Każdy dzień wyglądał tak samo. Różnił się od siebie jedynie detalami takimi jak inny zestaw ubrań czy zestawienie posiłków. To pomagało ci jednak choć odrobinę uciec od popełnionego błędu, który gdybyś w porę otrzeźwiała mógłby nie mieć miejsca. Teraz pozostało ci jedynie znosić informacje, że gdzieś w Bełchatowie żyje sobie uroczy blondyn, który trzymał twoje serce w klatce i nie zamierzał go wypuścić oraz ona, która swoim widokiem przez sekundę powodowała napięcie wszystkich mięśni zgromadzonych na twoim drobnym, ale jakże wysportowanym ciele. Kilogramy znikały z ciebie szybciej niż świeżo upieczone bułeczki z piekarni, ale nie przejmowałaś się tym. Chodziło ci w tym wszystkim o satysfakcje, że o nim nie myślałaś, że choć na chwilę mogłaś odetchnąć pełną piersią i zapomnieć o istnieniu kogoś takiego jak Bartosz Filipiak. Nie miałaś pojęcia jakim cudem jeszcze znajdowałaś się na liście studentów ostatniego roku prawa na gdańskim uniwersytecie, ale dziękowałaś Bogu, że nadal miałaś szansę ukończyć ten etap edukacji. Znowu widziałaś jego. Jego piękną, promienistą twarz, napigmentowane błękitem oczy oraz rozwiane przez mroźny wiatr jasne kosmyki, w których niejednokrotnie zatapiałaś smukłe palce, tonąc z nim w gorącym pocałunku i to wcale nie był sen, bo przecież doświadczałaś tego niegdyś naprawdę często. Mimowolnie wzniosłaś kąciki ust ku wyżynom, gdy jego widok sycił twoje wygłodniałe oczy. Przewróciłaś się na drugi bok i przyciągnęłaś do siebie mocniej kołdrę, aby po chwili zdać sobie sprawę, że to przecież jawa, rzeczywistość, ale ta wyśniona przez ciebie. Poderwała się do pozycji siedzącej i wspierając plecy o ścianę westchnęłaś głośno, czując ogarniającą cię bezsilność.

-Cholera.-fuknęłaś pod nosem, skubiąc kawałek pierzyny i próbując ochłonąć po kolejnym zbyt intensywnym śnie z atakującym w roli głównej.-Czy to się kiedyś skończy?-warknęłaś podirytowana.

-Owszem. Jak oboje się ogarnięcie.-mruknęła cicho blondynka, której obecność odnotowałaś właśnie w tym momencie.
Widocznie musiała się tutaj zjawić, kiedy pogrążyłaś się we śnie. Przypuszczałaś, że dorobiła sobie komplet kluczy, aby mieć na ciebie oko, ale nie miałaś pojęcia, że zaglądała tu wciąż, gdy ty przebywałaś w krainie Morfeusza, marząc o Filipiaku. Miłość do niego przyszła stopniowo, a później uderzyła cię niczym fala tsunami, otrzeźwiając dobitnie. Spojrzałaś na nią zbolałym wzrokiem i zsunęłaś głowę na jej ramie. Milczałaś, ale ona czytała z ciebie jak z otwartej księgi. Rozumiała jak nikt inny. Z wyjątkiem niegdyś jego.


~*~
Hejka! ^^
Zdaje sobie sprawę, że musiałyście chwilę sobie na to poczekać i ta część nie powala na kolana, ale jak wiemy początki bywają ciężkie i to wyżej naprawdę właśnie mega ciężko mi się pisało :/ No, ale zamysł jest i powinno teraz pójść z górki. Na razie o Bartku cisza, ale dlaczego to dowiecie się może już nawet w kolejnym odcinku losów głównych bohaterów ^^ Szykuje się coś naprawdę dobrego :D Całuję i do zobaczenia w przyszłym tygodniu! ;* ( miejmy nadzieję haha :D)
PS: Jak wykrzesam trochę czasu to postaram się wziąć w obroty Łukasza, lecz wyjazd do Bełchatowa praktycznie zabiera mi cały weekend także no :D